NO TO KLIK


Gabriela


Przestalam chodzic. Tylko biegam.
Zawsze myslalam, ze to tylko przenosnia- - mylilam sie. Biegne do przedpokoju, kuchni, biegne z psem, biegne do auta, wbiegam na schody, biegne nawet do lazienki, biegne do biblioteki, biegne do pracy. Wkladam nieswoje okrycia wierzchnie...:-), wybiegam bez butow, parasolki, dokumentow, kluczy, notatek.......uch...Az wreszcie...Przedwczoraj "stuknelam" pana na rondzie.

Pan-stukniety-kierowca nie zyje w ciaglym biegu, jego zycie jest bardziej constans niz moje, bylam pewna, ze on juz ruszyl......nie ruszyl, trwal w tym-samym-miejscu z noga na hamulcu i .........bum. Na dodatek tuz za moim czolgiem stala policja......:0) to sie nazywa miec farta Zjechalismy na pobocze.

Policjanci usmiechnieci, mili ale jednak sluzbowo-zasadniczy. Poprosili mnie o dokumenty. I tu wielkiej farsy ciag dalszy. Z czelusci mojego torbiszcza na maske samochodu wysypaly sie : sztuczne gluty w kapsulkach, sztuczny nos z wasami, pierdziawka do podkladania gosciom, okulary z lusterkami wstecznymi (ic!), 2 zwiedle banany koloru mocny-uwiad-w-rozkwicie, 2 srubokrety, aparat cyfrowy, poezje Emily Dickinson, 7 dlugopisow-ktore-kiedys-dzialaly, 2 tampony ob-luzem i sterta kartek,notatek, zapiskow roznego formatu.......:-) Agrhhhh...czulam, ze to jest wlasnie moment kiedy powinnam zapasc sie pod ziemie. Nie odnalazlam:
a/rejestracji
b/prawa jazdy
c/ waznego ubezpieczenia.
Agrhhhhh....po raz drugi. Stalam tak na tej ulicy jak ostatnia lajza, na dodatek przy odpinaniu pasow wyrwalam sobie 3 guziki z marynarki.....Ech..wiedzialam, ze katastrofa nieunikniona.

Mysle jednak, ze choroba-rostargnieniowo-biegowa na ktora cierpie atakuje innych, ktorzy nieopatrznie znajduja sie w poblizu. Nie zaplacilam ani grosza.....:-) To cud. Umowilam sie z policjantami na KAWE(zabrali jednak moj numer telefonu a pan-stukniety zapomnial spisac ze mna cokolwiek zabierajac tez tylko moj numer telefonu. (Na drugi dzien zadzwonil i przyznal sie, ze zostal tak otumaniony, iz sam nie wiedzial co robi ale uwierzyl mi we wszystko co mowilam, dopiero po powrocie do domu naszly go lekkie watpliwosci).

Zastanawiam sie czy zrobic moze jakis uzytek z mojej powalajaco-otumaniajacej osobowosci? Na zajecia spoznilam sie zaledwie 15 minut, ale wszyscy kursanci grzecznie czekali....:-) W czasie zajec tylko 2 razy polalam sie sokiem marchewkowym, raz zrzucilam mape, raz potracilam tablice, probowalam wyrwac okno, stuknelam sie w glowe, zjadlam nieswojego banana......i moglam wracac do domu.

Od dzis postanowilam cos zmienic. Bede dystyngowana, spokojna, bede dbala o lad i porzadek w notatkach i torbie. Powyrzucam wszelkie zbedne rzeczy a moje zycie nabierze wreszcie spokojnego tempa. Prosze wszystkich o trzymanie kciukow, mam zamiar wytrwac.

Gab_Rysia
trwajaca w mocnym postanowieniu
Serdecznie dziekuje za uwagi.
Gab_Rysia