|
KRZYSZTOF "KOBRA" MAYER |
POCZTOWKA z WIEDNIA |
|
z nieustajacej podrozy zycia! W zasadzie lubie podroze, troche zachodu w fazie przygotowan, pakowania i wyjazdu, ale to fajne uczucie jechac... obojetne dokad. Tym razem bylo jednak inaczej. Wyjazd byl na czas nieokreslony. Ekonomiczne realia "twardo praly po pysku" i nalezalo przeciwdzialac finansowej degeneracji rodziny. Cel - Austria. Ostatnie usciski z zona i dziecmi... Minelo osiem lat. Patrzac wstecz, robie krotki bilans: co zyskalem, a co stracilem... W tym miejscu moglbym wyliczac, jak kazdy z Was, dlaczego bylo warto i czego mi brakuje. Ale skoro kazdy robi ten rachunek, wiec mysle, ze wszystko jasne... Siedze w wiedenskiej kawiarence z zona i dziecmi, sacze kawe i przygladam sie barwnemu tlumowi za oknem... w koncu to kolejna jesien. Wiatr toczy przechodniow po ulicach. Pozornie bez celu, a jednak kazdy ma jakis plan. Z kazdym krokiem, ten plan staje sie blizszy urzeczywistnieniu... Wstaje, siegam do kieszeni, place za kawe, ciastka i napoje dzieci. Jeszcze siedemnascie lat temu, w czasie pierwszego pobytu w tym miescie, zastanawialem sie, ile kosztuje kawa czy ciastko. Dzis nie stanowi to w ogole tematu. Chociaz finanse trzeba zawsze miec na oku ;-)) Mysle o moich planach z tamtych dawnych lat. Na ile to plan, a na ile los kieruje jednak naszymi krokami... Wychodzimy na ulice, wiatr wtacza nas na najblizszy plac... PODWORKOWCY chca widokowke z Wiednia... Co im z tego Wiednia "uwidokowac"? Czy Katedre Sw. Stefana przed ktora stoje, czy peruwianskich grajkow zabawiajacych turystow na Kartnerstrasse? A moze cpuna wychodzacego z metra? Nie, to chyba wszyscy znaja... Rzucam okiem na reklame: "Wien is[s]t anders!" Rzeczywiscie, oba slowa ist i ibt (ibt, czyli wg. nowej pisowni isst - dla potrzeb reklamy zapisane jako is[s]t, czyli polaczenie znaczenia jest i je) przekazuja jakas prawde o tym miescie. "Wieden jest inny" i "Wieden je inaczej", ale co powoduje innosc tego miasta? Czy architektura pamietajaca jeszcze czasy Franza Josefa, czy park miejski ze swymi koncertami Mozartowskimi w lecie, czy rowerzysci pedzacy pod drzewami Ringu...? Krakow ma tez Ring. Teraz mozna tam ponoc dostac i w dziob i nozem... Oby sie to tu w Wiedniu nie rozpanoszylo ;-( Dochodze do budynku Opery. A moze to ona, ze swymi balami (wstep 10-30 tysiecy oS+kreacja i rachunek...) albo trwajace w czasie balu DEMO mlodych ludzi bez przyszlosci, protestujacych przeciwko kontrastom spolecznym: "Za Wasz dzisiejszy wieczor, ja zyje caly rok!" - przypomnialo mi sie haslo z poprzedniego roku... Nie, to nie to. Stoje przed hotelem, w ktorym mieszkala ksiezniczka Diana w czasie pobytow w Wiedniu. Niedawno krecono tu posmiertne wspomnienia, a dzis, jak gdyby nigdy nic, zycie toczy sie dalej... Wchodze w Ring Galerie. Nowoczesny, ekskluzywny kompleks sklepow upakowany we wnetrzu starych kamienic. Ale wsrod kupujacych jedynie turysci, wiec to nie jest "prawdziwy" Wieden. Ide dalej szukac. Przechodze kolo wjazdu na Mariahilfestrasse. Tak, te ulice zna kazdy Niedawno przebudowana, z linia metra pod spodem. Ulica handlowa pelna geba. Czy to to? Mijam Muzeum Narodowe ze zbiorem slynnych malowidel. Wsiadam w auto. Pojade troche do Gurtla. Poznym wieczorem przypomina troche Amsterdam ;-)), tyle tu piersiaczkow i dlugonogow... Nagle moja uwage przykuwa wielki plakat: "Roman Polanski- Tanz der Vampire". Tak, bylem na tym musicalu. Nie zaluje, ze odszedlem od klawiatury. Ale to w koncu czesc kultury swiatowej. Czy polskiej? Nie, to musi byc wiedenski akcent. Mijam fiakra ze swa dorozka . Ubrany jak wtedy, za czasow kajzera. Ale w dorozce, to nie kajzer. Ma za bardzo skosne oczy no i ten zbior wszelakich aparatow fotograficznych. To chyba nie on. Parkuje przy Praterze. Tu cos dla ludu. Igrzyska i chleb. Moze troche wypaczone przez czas, bo zamiast na stadionie walczyc o palme pierwszenstwa, to mlodziez dosiada wirtualnych aut i motocykli i w ten sposob staje w szranki z rowiesnikami. A po "zawodach" - kielbaska i piwo albo Hot dog i cola. Oto wspolczesny "chleb" ludu. Gdyby kajzer to widzial ;-)) Robi sie pozno. Widze oswietlony Kahlenberg i Leopoldsberg. Tak Sobieski, Turcy... Wtedy wezwali nas na pomoc, a dzis Turcy dopieli swego i bez oblezenia mieszkaja we wlasnych dzielnicach. Ich kobiety nosza chustki na glowach i ani mysla sie "wintegrowywac" w austriacki pejzaz. No, moze poza nielicznymi wyjatkami. W koncu KAZDE uogolnienie jest z zasady falszywe :-). Czy z perspektywy lat warto bylo poswiecac tyle istnien ludzkich? Pewnie warto, bo i wspolczesna wojna w bylej Jugoslawii opiera sie na tych samych przeslankach - zycie ludzkie w grze o szmal nie odgrywa wiekszej roli. Nie dla takich sum ludzie traca zycie, o jakie wspolczesnie gra sie toczy. Bywalo, ze za zegarek ludzie zegnaja sie z tym swiatem... :-( Nim, za zanudzanie rozstane sie i ja z tym swiatem zwinnym suwem sie usuwam z pola razenia ;-))) Moze, choc troche "uwidokowkowalem" Wam Wieden... Kobra
|