|
SŁAWEK
MISIUN PRZECZYTAJ: Australia Sydney |
POCZTÓWKA Z TASMANII |
|
TASMANIA czyli kraina zapomniana przez Boga
i ludzi.
"Gdzie Ty jedziesz, na Tasmanię?! Zwariowałeś?! Czy wiesz, jaki to zacofany stan, tam nawet związki homoseksualne są zabronione! ". Tak mniej- więcej powiedział mi mój australijski znajomy, gdy dowiedział się o tym, że zamierzam się przenieść ze słonecznej i wielkomiejskiej Adelaide do Devonport na Tasmanii. Od urodzenia uważałem, że homoseksualizm nie jest najlepszą formą kontaktów międzyludzkich, tak że jego uwaga nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Spakowałem cały dobytek i od sierpnia a996 jestem "Tasmańczykiem" . Bedąc obywatelem Australii ma się wybór - być Aussi, czyli mieszkać na dużej wyspie , albo być Tassie, czyli mieszkać na małej wyspie. Ale zacznijmy od samego początku. A wszystko zaczęło się tak: Pewnej lipcowej soboty, jak zresztą co tydzień, kupiłem " The Australian " - czyli ogólnokrajową gazetę, gdzie zawsze jest kilkanaście stron z ofertami pracy. Znalazłem 3 lub 5 (jedna propozycja była z Tasmanii), które mi odpowiadały, napisałem krótkie podania, załączyłem swoje CV, włożyłem w koperty , nalepiłem znaczki , wrzuciłem do skrzynki i zapomniałem. Po tygodniu zadzwonił szef firmy z Tasmanii i zaprosił mnie na interview na koszt firmy. Propozycja darmowej przejażdżki była dosyć kusząca, tak że zgodziłem się i kilka dni później leciałem samolotem "Quantasu" z Adelaide do Melbourne, gdzie potem miałem przesiadkę na samolot do Devonport. Wsiadając w mały samolot pasażerski, kursujący na trasie Melbourne - Devonport, poczułem się nagle jak w autobusie relacji Wólka Mała do Wólka Duża gdzieś w prowincjonalnej Polsce. Zapachniało mi PROWINCJĄ . Pasażerami samolotu byli głównie ogorzali słońcem farmerzy i "kobieciny" w chustkach na głowie. Wyróżniałem się w tym towarzystwie swoim krawatem i garniturem, nie mówiąc juz o języku. Stewardessa też była zupełnie inna, niż na liniach między dużymi miastami australijskimi. Strój z epoki "późnego Gomułki" - kolana zasłonięte, a wszelkie wypukłości kobiecego ciała szczelnie ukryte przed nachalnym wzrokiem pasażerów, kamienna twarz i żadnego spoufalania się z pasażerami. Nie podobało mi się to zupełnie , szybko zniechęciłem się do tej wyprawy, ale wytłumaczyłem sobie, że to tylko kilkanaście godzin i zaraz będę z powrotem w "swojej" Adelaide. Ułożyłem sobie szybko kilka ewentualnych odpowiedzi podczas interview - żeby tylko nie dostać tej pracy - i już spokojnie siedziałem w fotelu, popijając sok pomarańczowy. Po godzinnym locie zbliżaliśmy się do wybrzeża Tasmanii. Nagle moim oczom ukazała się oaza - zielone pola , lasy , dalej w głębi ostre szczyty górskie, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim wijące się rzeki i strumyki . Patrzyłem na to przez okno samolotu z wysokości kilkuset metrów i nie mogłem uwierzyć, że to istnieje w rzeczywistości . Adelaide ze swoimi wzgórzami wypalonymi słońcem, gdzie nawet kolor liści na drzewach określano jako szaro-wypłowiało-zielone, była w porównaniu z tym, co zobaczyłem, po prostu "Sacharą". Decyzja zapadła szybko - ja muszę tutaj mieszkać, ja muszę dostać tą pracę! Interview było dosyć długie i zaskakujące - zaproponowano mi tę posadę podczas interview (czego się raczej nie praktykuje - wynik interview jest znany z reguły po kilku dniach), potem negocjowaliśmy wysokość zarobków. Tego samego dnia wieczorem byłem w swoim domu w Adelaide, gdzie czekała na mnie niespodzianka - fax od mojego nowego szefa potwierdzający wszystkie ustalenia z interview i podwyższający moje zarobki o AU$ 8000 rocznie!!! Jeśli chodzi o Tasmanię, to ze swoją prawie półmilionową populacją i powierzchnią równą czwartej części Polski, jest najmniejszym stanem Australii . Skupiska ludności to: stolica Hobart na południu i Lunceston, Devonport, Burnie na północnym wybrzeżu. Cały środek wyspy to niedostępne dzikie góry, lasy i tysiące jezior z rybami (prawdziwy raj dla wędkarzy). Do większości miejsc w centralnej Tasmanii można dotrzeć jedynie za pomocą samochodu terenowego- 4WD. Ale gdy już się tam dotrze, to wrażenia są niezapomniane - roślinność dzika i nieskażona obecnością ludzką, a krajobrazy zapierające dech w piersi. Kiedy pierwszy raz wyruszyłem w centralne rejony wyspy, wyposażony w kilka rolek filmu "Kodak" plus aparat fotograficzny, po kilku godzinach "wypstrykałem" ponad 50 zdjęć, które miały oddać wrażenia z moich wypraw. Niestety zdjęcia były jakieś "płaskie", nie było w nich przestrzenii, czystości powietrza i dźwięków natury. Ostatecznie kupiłem kilka standardowych widokówek i wysłałem do rodziny i znajomych. Tasmania jest nazywana "wakacyjną wyspą" , to tutaj w grudniu , styczniu i lutym ciągną Australijczycy z "mainland", aby odpocząć od gorącego, wypalającego wszystko slońca. Jadą całymi rodzinami , zabierają łódki, namioty , samochody albo tylko rowery. Na trasie Melbourne - Devonport kursuje codziennie prom pasażerski "Spirit of Tasmania", zabierający na swój pokład kilkuset pasażerów plus samochody itd. itp. Podróż trwa około a0 godzin, ale czas mija bardzo szybko, wyśmienite restauracje, bary, dwuosobowe kajuty z prysznicem i mnóstwo innych atrakcji. Przewóz samochodu to tylko AU$ 25 w jedną stronę, tak że zdecydowana większość pasażerów zabiera ze sobą własny środek lokomocji. Tasmania słynie też ze swoich jabłek, czereśnii, maku (legalne ogromne połacie pokryte makiem to normalny widok okolic Devonport). Tutaj są też plantacje tulipanowe prawie jak w Holandii, a słynny tasmański miód należy do najlepszych i najdroższych w Australii . Poza tym uprawia się tutaj prawie wszystko, bo pozwala na to miejscowy klimat - ciepłe, umiarkowane lata i wilgotne, deszczowe zimy bez mrozów, a jedynie z nocnymi przymrozkami . Niestety Tasmania "umiera" . Jest to spowodowane bardzo małym przyrostem naturalnym i migracją miejscowej młodej ludności na "mainland", czyli na dużą wyspę, gdzie łatwiej znaleźć prace, zabawić się i mieć więcej "szans życiowych ". Prawdą jest również, że Tasmania ma najwyższą stopę bezrobocia w Australii. Wiele firm zamyka tutaj swoją produkcję, bo nie wytrzymuje konkurencji z tanimi produktami z Azjii. Najpopularniejszą formą budownictwa są tzw. domy spokojnej starości, gdzie zamieszkują wiekowi mieszkańcy zarówno Aussi, jak i Tassie. "Ostatni gwóźdź do tasmańskiej trumny " wbił w 1996 roku 28 letni Martin Bryan, zabijając w niedzielny poranek ponad 30 turystów w wypoczynkowej miejscowości Port Arthur. Wiadomość poszła w świat - NA TASMANII ZABIJAJĄ. Nagle spadła liczba turystów odwiedzających , wiele turystycznych "interesów" zbankrutowało, a to również znaczy, że mniej pieniędzy wpływa do miejscowej kasy. Miejscowi politycy robią co mogą, aby uatrakcyjnić Tasmanię . Obniżają ceny biletów na prom pasażerski , prowadzą specjalne kampanie marketingowe w Australii i poza granicami, aby przyciągnąć ludzi i pieniądze na tą dziką wyspę. Ostatnio premier Tasmanii oferuje darmowe działki budowlane dla ludzi chcących się tutaj osiedlić, zyć i pracować. Ten zakątek ziemi ma jeszcze jeden niewątpliwy plus. Naukowcy przewidują, że w wypadku, gdyby doszło do wybuchu swiatowej wojny atomowej , właśnie Tasmania będzie jednym z ostanich miejsc na ziemi, gdzie dotrze skażenie promieniotwórcze zabijające wszystko, co żywe. To znaczy, że Tassies bedą żyli o kilka dni dlużej , niż mieszkańcy Europy czy Ameryki. I może właśnie dla tych kilku dni życia warto tutaj zamieszkać. 31-03-1997 |