|
MARIUSZ KUSTOSIK |
SRI LANKA |
Sri Lanka (Cejlon do 1975 roku) jest tropikalną wyspą leżącą na Oceanie Indyjskim w odległości 850 km na północ od równika. Wyspa ma kształt łzy. W najdłuższym miejscu licząc z północy na południe ma 4130 km. W swoim najszerszym fragmencie 210 km. Powierzchnia 65,000 km kw. Czegoś takiego jak wiosna, lato, jesień czy zima na Sri Lanka w zasadzie nie ma. Jest tam przez cały rok ciepło. Pory roku, które można wyróżnić to wilgotna i sucha. Pewną ciekawostką, szczególnie dla tych z nas którzy mieszkają z dala od równika jest fakt, że doba składa się prawie zawsze z 12 godzin dnia i 12 godzin nocy. W centralnej części wyspy, która jest pochodzenia wulkanicznego, są góry z najwyższym szczytem 2,500 m n.p.m. Za wyjątkiem środkowej części wyspa jest płaska. Lotnisko na którym wylądowałem znajduje się 33 km na północ od stolicy COLOMBO w mieście Katunayake. Kilka lat temu było modernizowane i przygotowywane na przyjęcie rzeszy turystów z Europy i Ameryki. Nie robi jednak wielkiego wrażenia jeśli człowiek wcześniej odwiedzi lotniska w Toronto, Amsterdamie czy we Frankfurcie. Sri Lanka posiada własną jednostkę monetarną - Rupie. Przelicznik z lutego '98 $1 = 60 Rupii.
Życie na Sri Lanka nie wydaje się być zbyt proste i piękne. Może nieco inaczej patrzy na rzeczywistość tego świata Europejczyk, a inaczej człowiek, który się tam urodził i nie widział jak można żyć inaczej. Bieda, straszne warunki higieniczne i ciągłe zagrożenie zamachami ze strony tangaleskich tygrysów spowodowały to, że nikt szczególnie nie palił się by opuścić teren strzeżonego przez ludzi z bronią hotelu i zobaczyć jak wygląda rzeczywiście życie tych ludzi. Kiedy przejeżdżaliśmy przez tereny o większym zagrożeniu (tereny uznawane za graniczne między Tamilami i Syngalezami) widoczne były bramki podobne do tych ustawianych w Polsce w 1981 roku. Kontrole drogowe samochodów i dokumentów zdążały się co 50 km. Wierzyliśmy wszyscy, że dokładne kontrole są tylko i wyłącznie dla naszego dobra i bezpieczeństwa. Mimo to ja razem z dwoma moimi kolegami wyszliśmy kilka razy poza mury hotelowe by dokładniej przyjrzeć się rzeczywistości. Zwiedziłem Kandy z każdej strony. Staraliśmy się wejść wszędzie tam, gdzie było można. Byłem w prywatnym domu a raczej chacie. Widziałem w jaki sposób miejscowi ludzie przyrządzają jedzenie. Widziałem mięso leżące po kilkanaście godzin na powietrzu, ryby na których było więcej much niż można to sobie wyobrazić. Człowieka, który jest przyzwyczajony do tego, że mięso przechowuje się w lodówce i wyjmuje z niej tylko po to by wrzucić do garnka i ugotować na nim zupę jest to szok. Po takim spacerze odechciewało się jeść i zadawaliśmy sobie pytanie, czy aby potrawy serwowane w hotelu nie są z mięsa kupowanego na straganie na pobliskim targu? Widzieliśmy również kilka ciekawych turystycznie miejsc. Jednym z nich, była Polonnaruwa - druga królewska stolica Sri Lanki usytuowana około 220 km od Colombo i 110 km od Anuradhapura (pierwsza stolica). Polonnaruwa została stolicą w 11 wieku a straciła tą pozycje dość szybko bo już w 14 wieku. To co obecnie można tam zastać to ruiny wielkiego miasta, po których widać, ze kiedyś było potężne i odgrywało wielkie znaczenie kulturalne. Ogromna część z tych ruin to świątynie buddyjskie. Uwieńczeniem dnia zwiedzania było miejsce gdzie mogliśmy obejrzeć wyrześbione w kamieniu ogromne, kilkunastometrowe posągi Buddy. Ostatnim, trzecim hotelem, w którym się zatrzymaliśmy był " Eden Hotel ". Położony nad brzegiem oceanu Indyjskiego z pięknym basenem, ogródkiem wysadzonym palmami i innymi tropikalnymi roślinami z pełnym rekreacyjnym zapleczem począwszy od sali do tenisa stołowego, bilardu, siłowni skończywszy na sali masażu i łaśniach parowych i suchych. Mimo wielu skrajności panujących w tym kraju warto go zobaczyć i zwiedzić. Na koniec muszę napisać słowo o ludziach tam mieszkających, którzy są mimo wszystko wyjątkowo serdeczni i chcą być pomocni tam gdzie tylko mogą pomóc. Większość z nich była cały czas uśmiechnięta i wesoła. Korzystając z okazji pragnę zapewnić moją kochaną żonę Kasię, że nadejdzie kiedyś taka chwila, że razem pojedziemy na kilka tygodni do Australii i tym samym spełnię marzenie jej życia. Mariusz Kustosik
|