INNE POCZTÓWKI
STASZEK


POCZTÓWKA Z   SEATTLE
Jest deszcz, deszcz, deszcz. Z zatoki Elliot Bay ciągną się kłęby mgły, z daleka słychać syrenę jakiegoś statku, pewnie kontenerowca z Japonii, przecież Seattle to najwększy port kontenerowy na zachodnim wybrzeżu. Małe, spokojne ulice wspinają się stromo do góry, to znów opadają stromo w dół. Miasto położone jest przecież na stromym wybrzeżu wyrastającym z Puget Sound.

Wszędzie pełno małych kawiarenek i sprzedających kawę wózków, przecież to miasto, gdzie powstała pierwsza Starbucks Coffe INC. Zresztą trudno, żeby w tym deszczu i w tych chmurach wytrzymać bez mocnej kawy. Pełno młodych ludzi (Seattle ma średnio najmłodszą populację w Stanach) pracuje w Boeing, Microsoft albo uczy się na uniwersytetach. Co prawda fabryki Boeinga ciągną się w Everett na północnych przedmieściach, ale także są na wschodzie i w Renton, i także na południu Seattle.

W Pike's Market jest jak zwykle tłum ludzi. Sprzedać i kupić tu można wszystko, jakiś chłopak rzuca ogromne, srebrne łososie do drugiego, który zachęca kupujących krzykiem: "Fresh Salomon Sold Only Here". Tylko u nas dostać można tak wspaniałą rybę prosto z kutrów, które właśnie wróciły z połowów na Alasce. Zza mgły pojawia się Space Needle i Pacific Center, Space Needle przypomina UFO, ale to jest restauracja z dość dobrym jedzeniem, obok niej są opery, teatry i muzeum Pacyfiku. Jest parę małych wieżowców; pewnie banki i hotele.

Jak masz szczęście to wychodzi słońce i wtedy naprzeciwko, na zachodzie Elliot Bay, widać Góry Olimpijskie; wspaniałe, wyrastające prosto z Pacyfiku. Wyglądają jak kryształowe i lśnią śniegiem. Jeśli chcesz jechać sto mil albo wziąć prom do Port Angeles, to w tych górach jest jedyna swego rodzaju puszcza Rain Forest, w której tysiącletnie cedry rosną większe od niejednego wieżowca. One rosną jedne na drugim, wszędzie pełno wspaniałych porostów. Kiedy tam jesteś, to wydaje ci się, że jesteś w bajkowym lesie. Niedaleko są plaże nad Pacyfikiem z ogromnymi falami pieniącymi się nad czarnymi skałami. Wspaniale poryte kamienne słupy prowadzące odwieczną walkę z zaciętym Pacyfikiem mają formy przypominające inną planetę. Jeśli masz szczęście, to zobaczysz orkę albo jakiegoś innego wieloryba. Ja widziałem zdechłego wieloryba na plaży.

Na wschodzie są Góry Kaskadowe i wśród nich króluje potężny Mt Rainer. Ogromny wulkan (4,392 metry) drwiący sobie z ludzi jest zawsze pokryty wiecznym śniegiem. Jest on naprawdę ogromny, przytłacza swoją wielkością. Jest to pierwszy landmark, który zobaczysz z samolotu, jeśli przylecisz do Seattle. Jeśli chcesz tam pojechać, to są tam wspaniałe alpejskie doliny i skarłowaciałe świerki. Na północy mniejszy Mt Baker, a na południu Mt Adams i Mt St. Helens, który w 1980 roku wybuchł i pokrył całe Seattle pyłem wulkanicznym. Przecież to jest tak zwany "Pacifik Rim of Fire". Tutaj palą się pod ziemią wieczne ognie, które gotowe są wyjść i pokazać swoją potworną siłę. Polecam odwiedzić Mt St. Helens. Po siedemnastu latach jeszcze pozostały ślady wybuchu jak po bombie atomowej. Za górami ciągną się pustynie w Yakima, na których rosną sławne waszyngtońskie jabłka sztucznie nawadniane. Na południu wije się potężna Columbia River tłocząca swoje mętne wody do Pacyfiku.

Polaków jest trochę, ale nie tyle co w Chicago czy Nowym Yorku; większość to imigracja z Solidarności. Jest jeden sklep polski z niedobrymi wędlinami, i jest jeden czy dwa kościoły. Jest tu tylko jeden dobry University of Washington. Miasto dużo mniejsze od Chicago i jakby spokojniejsze, ale trochę zacofane, nie jest tak "cosmopolitan" jak Chcago. W Chicago są dzielnice prawie wszystkich narodowości na świecie, tutaj jest tylko małe China Town, i oczywiście nie ma tylu fajnych restauracji.

Ja pracuję w jednej z licznych tutaj instalacji wojskowych. Schowana za Górami Olimpijskimi, tutaj jest baza łodzi podwodnych, które do niedawna były przygotowane do wysłania pocisków atomowych spod lodów Arktyki przeciw Układowi Warszawskiemu. Jest też wielki Port Lewis (w którym ja pracuję), gdzie stoi dużo wojska przygotowanego do przeciwuderzenia w Korei Północnej, gdyby zaatakowała Południe, bo 2nd Infantry Division w Korei i koreańskie wojsko nie wytrzymałoby 72 godzin po uderzeniu przez komunistyczną Północ. Jest baza Aircraft Carrier w Everett i baza samolotów w Whidbey Island. Jest też jedna z największych baz transportu lotniczego McChord, gotowa do przeniesienia wojska na każdy kraniec świata, jeśli zajdzie potrzeba. Jest też wojskowa stocznia w Brementon.
2-02-1997

Staszek