INNE POCZTÓWKI
MACIEJ
JAKUBOWSKI





Paris - 1
PARYŻ
OGLĄDANY PRZEZ KRAKUSA

Byłem już kiedyś w Paryżu. Przed kilku laty, przez jeden dzień (no, może w sumie dwa - ale nie w całości). I wtedy postanowiłem sobie, ze jeśli jeszcze kiedykolwiek tu przyjadę (a przyjadę z pewnością) - to już nie, jak wtedy - "na roboty" - ale dla przyjemności - za własne, zarobione w Polsce pieniądze.

Udało się - jestem teraz w Paryżu. Fakt, nie do końca niezależny - korzystam z pomocy brata - mieszkańca Paryża - mieszkam u niego - ale nie przyjechałem tu do pracy. Traktuję ten pobyt trochę jako kontynuację poprzedniego pobytu w Paryżu - więc odwiedzam poprzednio widziane miejsca - nie dla porównania - ale dla przypomnienia - bo tu przecież już raz byłem. 

Nie żałuję wydanych na zwiedzanie pieniędzy - nawet ich nie przeliczam na złotówki - kryterium jest - czy mi starczy na pobyt - zwiedzanie - jakieś jedzenie, pamiątki.

Poprzednim razem zabrakło czasu na Luwr - teraz nadrabiam zaległości... Zaczynam od ekspozycji egipskiej - potem trafiam do galerii malarstwa. I pierwsze wrażenie - utrzymujące się długo - my - Polacy nie mamy sie czego wstydzić. To samo widziałem oglądając ekspozycję egipską w krakowskim Muzeum Archeologicznym, tej samej klasy obrazy widziałem w Muzeum Czartoryskich, Sukiennicach, Kamienicy Szołayskich. Tu - w Luwrze - jest ich tylko trochę więcej...

Wnętrza pałacowe. No cóż... krakus od czasu do czasu bywa na Wawelu... Przy samym wejściu trafiam na odkopane pozostałości najstarszych fragmentów fortyfikacji Luwru. A w pamięci mam nadal obraz wystawy "Wawel Zaginiony"... Ale 6 godzin nie starczyło choćby na pobieżne choćby rzucenie okiem na wszystkie ekspozycje, ja tu jeszcze muszę wrócić... Następnym razem.

Nie ma tu chronologii - to troche bezcelowa włóczęga po ulicach - chcę chłonąć atmosferę wielkiego miasta - małych, wąskich uliczek z mnóstwem sklepików i restauracyjek. I znów kłania się atmosfera krakowskich uliczek - Szewskiej czy Floriańskiej... 

Paryskie cmentarze... Chodzę wśród grobów cmentarzy Montmartre, Montmorency, Pere Lachaise... Wszędzie polskie nazwiska. Znajduję Słowackiego (Montmartre), Mickiewicza (Montmorency), Chopina (Pere Lachaise). A przecież Mickiewicz i Słowacki leżą teraz zgodnie w jednej krypcie w wawelskiej katedrze... 

Szukam znanego z historii Hotelu Lambert. Budynek jest - ale na zewnątrz nie ma żadnych śladów polskiej historii... Ale za to z drugiej strony Wyspy Świetego Ludwika - ze wspaniałym widokiem na Katedrę Notre Dame - znajduję Biliotekę Polską - z pamiątkami po Mickiewiczu i Chopinie. Tu też są informacje i pamiątki po innych polskich artystach - Boznańskiej i Biegasie. I wielu innych.

Wspaniała Katedra Notre Dame. Podziwiam lekkość kamiennych łuków i wspaniałe witraże. Ale w pamięci odżywa obraz krakowskiego koscioła Najświętszej Marii Panny na krakowskim Rynku. I blask witraży Wyspiańskiego z krakowskiego kościoła franciszkanów... Druga wspaniała katedra - Saint Denis. Tu znajduję nekropolię królów Francji. No tak - ale w krakowskiej Katedrze też widziałem Groby Królewskie - ale tu sarkofagi są puste - szczątki królewskie zmiotła Rewolucja...

Dość może historii. Pora wrócić do teraźniejszosci. Po Paryżu trudno poruszać się - jak w Krakowie - na piechotę - za daleko. Szybciej i łatwiej metrem... Ale jeden bilet to 8F... Jeśli kupię 10 - cena jednego spadnie do 4.80F. Porównanie cen wypada korzystniej dla Krakowa... Kawa w Luwrze to 12F... Bagietka w sklepie to 3.70F. Jednak krakowski chleb wypada taniej... Można też, jak wszędzie, kupić pizzę, Hot Doga, zajrzeć do McDonalda. I te ceny w Krakowie są nizsze - jeśli przeliczyć franki na złotówki... Zajrzałem też do sklepów z komputerami - polskie ceny są jednak chyba niższe... Za godzinę połączenia z internetem widziałem cenę 60F - trzy razy drożej niż w Warszawskiej Cyberii. Jedyne - co można kupić taniej - to ubrania - jeśli wybiorę sieć sklepów Tati. Nie muszę przecież kupować w salonach przy Rivoli.

Ciekawe są też targowiska - takie same jak na odpustach - czy na krakowskim Kleparzu - tyle że więcej tu ryb i owoców morza - znacznie bliżej do Alantyku. I tylko ciągła - natrętna myśl - chciałbym tego wszystkiego spróbowac, ślinka cieknie na myśl o tych wszystkich wspaniałościach - zwłaszcza jedzonych w gronie przyjaciół ze szklaneczką wina w dłoni.

Wśrod tych paryskich spotkań - jeszcze jedno - najmilsze - oczekiwane od dawna, umówione. Spotykamy się w labiryncie korytarzy paryskiego metra. I wspólnie jedziemy do umówionego wcześniej miejsca - Trocadero. I choć przede mną panorama Paryża, widziana znad fontann placu Trocadero, z galerii wieży Eiffla - to podczas spaceru po Polach Marsowych, po Placu Concorde liczy sie tylko Ona - Przyjaciel z Drugiej Strony Tęczy - a może jednak tej samej. Przegadany cały dzien - o wspólnych przyjaciołach, choć nigdy realnie nie widzianych. Dziwny teraz stał się świat - mamy przyjaciół odległych o tysiące kilometrów - a jednak możemy realnie się spotkać przy szklaneczce Pastis, czy herbacie w warszawskim Nowym Świecie.

I wiem, ze zrobię wszystko, by takich spotkań było więcej - byśmy mogli się spotkać w Paryżu, Wiedniu, Amsterdamie, Sztokholmie, Edmonton, Jakarcie, czy na Florydzie.
A może nieco bliżej - w Krakowie - Warszawie - czy Uniejowie...

Wróciłem do siebie - do Krakowa - tu mieszkam. Ale wiem, ze wrażenia ze spacerów po ulicach Paryża pozostaną na zawsze w pamięci. Zapamiętam tez dźwiek polskiego języka słyszanego w galeriach Luwru - to inni goście tak samo jak ja chłonacy piękno wspaniałości Paryża. I szkoda tylko, że słyszałem też pijanych polaczków posługujących się językiem prosto spod budki z piwem. Wolę jednak identyfikować sie z tymi, którzy z podniesioną głową przyjechali dla, jak ja teraz - dla przyjemności.

Pozostało jeszcze jedno marzenie - złozona sobie obietnica - do spełnienia przy okazji następnej podróży do Paryża...

Maciej Jakubowski
25-02-1998