- czyli
moje osobiste wrazenia z KROLESTWA HOLANDII.
Juz od siedmiu ponad lat zyje pod panowaniem J.W. Krolowej Beatrix, az tu
nagle okazuje sie, ze znow bedziemy miec krola! J.W. syn Beatrix,
Willem-Alexander, bedzie nam milosciwie panowal, jak go mama dopusci, bo
jak na razie mlodzik zajety jest wywolywaniem niewielkich skandali.
Holendrzy kochaja Beatrix, co latwo zauwazyc przy licznych okazjach, gdy
wystepuje ona publicznie. Tlumy wieksze wala, jak na koncert rock'owy,
sympatyczna i usmiechnieta krolowa, zawsze z pieknym bukietem w rekach
(Holandia slynie przeciez z kwiatow) przechadza sie waskim kawalkiem
chodnika w otoczeniu synow, siostr, meza, dworu itd. Jezeli placza sie tam
jacys ochraniarze, to raczej z daleka, bez przekonania i szalenie
dyskretnie.
Panuje krolowa nad kraikiem malym, ale jarym. Wielkosci czterech polskich
wojewodztw, z 15 milionami ludzi, ponad 20 milionami rowerow i - jak
slyszalam - ponad stu tysiacami mostow, Holandia zbudowana zostala rekami
Holendrow. Kraj niegdys panujacy nad Indiami, kawalami Afryki,
niezliczonymi wyspami sam gniezdzil sie na skrawku europejskiego wybrzeza.
Co zrobili Holendrzy? Zasypali morze i zrobili grunt. Dobrze ponad jedna
trzecia kraju lezy na morzu, stad pewnie ubostwo drzew i lasow. Taki grunt
jest zbyt cenny.
Jadac samochodem prawie nie widzi sie przerw pomiedzy miastami i wioskami,
szczegolnie tutaj, w Randstad, czyli sercu kraju (i Europy). Sa oczywiscie
fermy, rowniutenkie kawalki ziemi poprzedzielane kanalikami i grobelkami.
Na jednym pasku owce, na drugim krowy, a na trzecim traktor zbiera kartofle
czy inna brukselke. Tydzien pozniej traktor juz na pierwszym pasku ziemi
cos orze, owce pasa sie razem z krowami na drugim, a na trzecim kielkuje
nowe warzywko. Inaczej sprawa wyglada na polnocy, we Fryzji i okolicach,
ktore najbardziej przypominaja mi Mazury (tylko mniejsze): sa lasy, pola,
laki i kupa jezior. Tam tez zyje sie nieco wolniej i - co tu ukrywac - ciut
taniej.
"Taniej" to najwazniejsze slowo w tutejszym slowniku. Duma narodowa objawia
sie w talencie do wynajdowania tanszych sklepow, tanszych produktow,
bywania na obnizkach i wyprzedazach. Pewnie dlatego kobieta Holenderska
(przecietna, z ulicy) wyglada tak, jak wyglada (nie chce sie wyrazac).
Jedno jest faktem: elegancka, umalowana babka, z torebka i butach
(dopasowanych!) na obcasiku, w bialy dzien, na ulicy - to na 99%
nie-Holenderka.
Lecz mania rowerowa wynika nie tylko z mani oszczedzania. Holender rodzi
sie z siodelkiem w d... (moja osobista opinia, witana przez Holendrow
zwykle potakiwaniem glowami i huraganem smiechu). Moj 2,5-letni syn zasuwa
na trzykolowym rowerku jedna reka cos jedzac, a druga pokazujac kotka w
mijanym ogrodku! A w piwnicy stoi wiekszy rowerek, ktory trzeba nieco
naprawic, bo czas najwyzszy, by KaJ zaczal "jezdzic jak czlowiek". Nowych
rowerkow sie raczej nie kupuje, nie takim maluchom, bo za szybko z nich
wyrastaja...
Siec drog rowerowych w Holandii jest gestsza, niz ulic i autostrad,
istnieja oczywiscie tez specjalne mapy. Zadbane te drogi i ulice sa
pieknie, z czerwonej kostki (w odroznieniu do szarego bruku badz asfaltu),
oznakowane, doprowadza Cie wszedzie. Jezeli przyjedziecie tu na wakacje, to
kraj najlepiej poznawac z siodelka. Najtaniej, najszybciej i najwygodniej.
Srodki transportu publicznego sa koszmarnie drogie (podroz pociagiem tam i
z powrotem do miasta odleglego okolo 40 km bedzie kosztowac blisko 30
guldenow; autobus w obrebie malego miasta lub duzej dzielnicy prawie 2
guldeny w jedna strone; 1hfl =ok.1 DM =ok. 0,80 USD).
Drugie narodowe hobby to lyzwy, co jest zrozumiale przy tej ilosci
zamarzajacych co roku kanalow. Tylko trzeba uwazac na glowe, jak sie
przejezdza pod mostkami. W ogole w Holandii nigdy nie pojdziesz prosto czy
na skroty, zawsze wpadniesz na jakis kanal. Okropnie mnie to denerwuje do
tej pory, ze glupi kawalek wody 2 m szeroki i pol metra gleboki sprawia, iz
musze zasuwac 500 metrow w bok do najblizszego mostka, podczas gdy mam
interes w miejscu naprzeciw mego nosa. W zimie jest latwiej, przelazisz po
lodzie...
Najwazniejsze tablice i oznakowania, tudziez lampy i samochody pupliczne
plus autobusy i pociagi sa w Holandii koloru zoltka z jajka (egg-yellow).
Daje to piekny efekt radosci i czystosci, ale musi byc czesto myte. I jest
oczywiscie, bo spotkalam sie juz z tym, ze podszedl do naszego samochodu
obcy facet i powiedzial (jakbysmy nie wiedzieli!) "wasz samochod jest
brudny". Wyobrazacie sobie?!
Aaa! Prawie zapomnialam o "specjalnosciach", czyli np. wiatrakach. Jest
tego faktycznie sporo, bo Holandia jest plaska jak stol i jak dmuchnie we
Fryzji (na polnocy), to w Maastricht (granica z Niemcami, Belgia i
Luxemburgiem) spadaja ludzie z rowerow. Chyba sie zreszta tzw. sztormy
wiosenne zaczely, dzisiaj dmucha tu troche, pies mi sie przewracal na
spacerze, a dziecko na rowerku na wszelki wypadek wspomagalam, ciagnac go
na psiej smyczy. Jak tak bedzie dmuchac, to schowam do srodka wycieraczke,
bo ja potem z drzewa bede sciagac.
Wlasnie z powodow tych "wiaterkow" wszystkie zewnetrzne drzwi do budynkow
holenderskich otwieraja sie do srodka. Warunki idealne dla wiatrakow...
Inna tutejsza specjalnoscia sa pola kwiatowe, cebulki kwiatowe i aukcje
kwiatow. Albo taki "kwiatek", jaki sie widzi w okolicy lotniska Schiphol:
wielki jumbo-jet czy inny Aeroflot przejezdzajacy nad autostrada. Ale
wszystko bije na glowe wrazenie, jakie masz, gdy nagle widzisz z boku
zaglowke plynaca nad twoja glowa...
Drobiazgi: mlodzi sa tu hamowaci i "asocial", czyli nieuzyci i
antyspoleczni. Starszym czesto wszystko zwisa, ich oslawiona tolerancja
przechodzi w olewajstwo i obojetnosc. Ale jak jest narodowa akcja zbiorki
pieniedzy np. na ofiary powodzi czy Foster Parents Plan - leci deszcz
czekow i gotowki. Zwierzeta sa kochane i rozpieszczane, nalezy do "dobrego
tonu" jakies zywe stworzenie chowac (nawet moja sasiadka - przy trojce
dzieci - ma psa i rybki), ja mam psa (jeszcze z Polski) i papuzke wolno
zyjaca (tzn. fruwa gdzie chce). Papuzek mielismy zwykle 4-7 (luzem
czywiscie), dopoki nie zezarly mi wszystkich roslin... Polly jest troche
lepiej wychowana, wie, ze nie wolno.
Na pewno mnostwo jeszcze zapomnialam napisac, choc najpierw zrobilam
konspekt, zeby czegos nie pominac. Zwracam uwage, iz to moje osobiste
wrazenia i opinie, znam tu kupe Polek, ktore kreca nosem na wszystko i nic
im sie nie podoba. No, ale te wyjechaly "dla kariery", ja - z milosci.
Czego wszystkim emigrujacym za granice Polakom serdecznie zycze!
4 Feb. 1997
Jeanette Borger-Kasiukiewicz
|