Jestem mieszkańcem Łodzi już od urodzenia. Nie ma tu nic nadzwyczajnego prócz kilku uczelni, ulicy Piotrkowskiej i
dziewczyn. Jest to typowe miasto polskie, gdzie nie znajdzemy wyjątkowych cech odróżniających go od innych.
Historia miasta zaczyna się od wieku XIX, w którym na podmokłym terenie błyskawicznie powstało centrum
włókiennictwa polskiego. Znane są nazwiska łódzkich fabrykantów, którzy zbijali fortuny na produkcji przędzy, materiału
czy handlu bawełną. Jest to historia mniej lub bardziej ciekawa, lecz dla mnie liczy się najbardziej teraźniejszość.
Widzę na codzień przeróżnych mieszkańców mojego miasta - bogatych i biednych, któzy snują się ulicami w
poszukiwaniu spełnienia swych marzeń. Wszyscy otaczający mnie ludzie zapomnieli o swej drodze do szczęścia i drepcą
w miejscu szukając swego przeznaczenia. Widzę bezrobotnych, którzy gromadzą się przed wejściem do Urzędu Pracy i
obok wysoki wieżowiec, z którego okien widać uśmiechnięte twarze tych, którym się bardziej poszczęściło. Mieszkam w
dzielnicy usytuowanej w bezpośrednim sąsiedctwie najbiedniejszych łódzkich dzielnic i ulic. Ulica Helska, Jaracza,
Tuwima, Kilińskiego w dzień pulsują życiem, ale tłumy przechodzące przez nie maleją pod wieczór. Zamykane są sklepy i
hurtownie, a samochody przestają jeździć. Wyłaniają się wtedy ze swych mieszkań dawni robotnicy, skazańcy i bandyci,
którzy w przyćmionym świetle latarni tworzą drugie życie miasta. Są szczęśliwi pomimo, że nawet ich twarze noszą
piętno tego co przeszli.
Ja kocham swoje miasto i pewnie nigdy nie opuszczę go na zawsze. Znam Łódź i mam tu przyjaciół, którzy to właśnie są
dla mnie sercem miasta.
P. S. Jeżeli ktoś pragnie podzielić się ze mną swymi odczuciami o świecie to niech mi wyśle wiadomość.
04-04-1997
Tomek Pabin
|