Kopenhaga, stoleczne miasto Krolestwa Danii, to najdziwniejsza ze stolic jakie udalo
mi sie poznac w trakcie moich peregrynacji po Europie. Lezy na dwoch wyspach: Zelandii oraz oddzielonej od niej
tasiemka kanalu wyspie Amager, gdzie znajduje sie lotnisko Kastrup oraz Centrum Targowe. Miasto, oprocz jakby
tylko zaznaczonego centrum z Main Street zwanym Stroget (ciagnie sie od Town Hall Square az po Kongens Nytorv)
posiada jedynie przedmiescia.
Jak powiedzialem wszystko w tym miescie mnie dziwi. Taka np. sztandarowa atrakcja
turystyczna Tivoli Park to superokaz porazajacej tandety, z ktorym moze tylko rownac sie Disneyland. Miliony
swiecidelek i urzadzonych w najgorszym guscie kawiarenek i knajpek, okraszonych krzykiem przestraszonych
uzytkownikow roznych "diabelskich mlynow" i "latajacych dywanow". Dla "bardziej ambitnych" The Holographic
Word z popsuta aparatura i tymi samymi od lat kartkami z przeproszeniem, ze nie wszystko jest OK (cena za wejscie
obejmuje jednak wszystkie "atrakcje"). Druga "ambitna" propozycja Parku jest Louis Tussaud`s z zakurzonymi
figurkami z wosku roznych pan i panow, nieuaktualniana od dziesiecioleci (prosze rozpoznac Kohla lub nawet
Clintona).
Jesli juz bedziecie mieli dosc Tivoli Park wyjdziecie na Main Railwy Station, ktory robi dobre wrazenie jak
na stacje, z ktorej mozna dojechac na odleglosc do 80 km (potem juz tylko promem). Na zachod od stacji "pieknie
polozone uliczki" z odrapanymi tynkami i tonami smieci na chodnikach. Tutaj mozesz kupic wszystko, co potrzebne do
zycia wychowywanej bezstresowo mlodziezy, a wiec w przystepnej cenie narkotyki + to co mozna dostac w
podupadajacych sex shopach. Idac dalej krajobraz sie zmienia. Zobaczymy naprawde uroczy zakatek przeszlosci: park
Frederiksberg z miniaturowym zoo, a dla amatorow bezplatna degustacja dowolnej ilosci piwka w polozonym niedaleko
browarze Carlsberg (dla smakoszy polecam jednak wybrac sie do Tuborga polozonego na polnoc od centrum). Dalej na
zachod domki, domki i domeczki, a potem jescze kilkadziesiat km i jestescie w starej stolicy Danii w Roskilde (jedyny
zabytek: katedra o niewyobrazalnie brzydkiej architekturze mieszczaca w sobie zwloki niektorych wladcow krolestwa).
Wracajmy jednak do stolicy i nie zapomnijmy o wspolczesnych moznych (milosciwie panujacej Malgosi nr 2 z mezem).
Zyja oni sobie cichutko i skromniutko w Palacu Amalienborg. Dlaczego skromniutko, no coz, prosze popatrzec na te
autentycznie zardzewiale okucia okien, na kruszaca sie bialo-zolta farbe okiennic, na te zmurszale mury palacu,
szczegolnie od strony Amaliegade (ulicy prowadzacej w strone Kastellet i tej monumentalnej fontanny z wolami). Nieco
dalej na nabrzezu malenka syrenka bedaca symbolem Kopenhagi. Mysle, ze wiernie oddajaca jej image. Ktos, kto
widzial ja na zdjeciu i porowna potem z rzeczywistoscia, zapewne dozna rozczarowania.
Kopenhaga to miasto muzeow,
a przynajmniej chce sobie na takie miano zasluzyc. Mozecie zobaczyc tutaj Museum Erotica przy Kobmagergade 24
(miedzy nami mowiac nudne i nie warte uwagi) czy Ripley`s Belive It or Not, gdzie mozna zobaczyc babe z broda albo
nawet dwiema i inne tego typu "atrakcje". Pretensjonalne National Gallery i wiele, wiele innych. np sklad ociosanych
kamieni nazywanych mylnie rzezbami o nazwie Ny Carlsberg Glyptotek.
Jesli znajdziecie czas mozecie zobaczyc
Assistens Kirkegard, nekropolie gdzie spoczywa m.in. Hans Christian Andersen i zobaczyc, jak jest zapomniany przez
wspolczesnych. Skromne, ogrodzone kutym zelazem popiersie z odrobina zielonej trawy, bez jednego kwiatka czy
innego dowodu pamieci ze strony zyjacych. Podobnie zreszta wyglada grob Soren Kierkegaarda (ten jest wspolny dla
calej jego rodziny, a wiec jeszcze mniej wyeksponowany). I cos ,czego nie mozna pominac - zobaczcie koniecznie
Christianie, miasto narkomanow. Gdy mnie tam zaprowadzono doznalem niebywalego szoku. Znalazlem sie jakby nie w
tym wymiarze doslownie i w przenosni. Doslownie, bo to co zobaczylem bylo takie inne od tego co dotychczas
gdziekolwiek widzialem. A w przenosni dlatego, iz z powodu wszechobecnego dymku palonej przez tubylcow trawki
znalazlem sie chcac nie chcac w blogostanie i dopiero moj cicerone wyjasnil mi, ze jeszcze kilkanascie minut pobytu i
powrot bedzie utrudniony.
Podsumowujac moje widzenie stolicy dunskiej moge zakonczyc je sloganem: Chcesz sie
rozczarowac, jedz do Kopenhagi!!!!!!!!!!!!!!!
31-01-1997
Mirek Wisniewski
|