INNE POCZTÓWKI
PAWEŁ
ADRJAN



POCZTÓWKA Z   BAHRAJNU
W starożytnym poemacie epickim o Gilgameszu, Bahrajn, czyli legendarny Dilmun, opisany jest jako raj na ziemi. Ten zbiór niewielkich wysp położony u wybrzeży Arabii Saudyjskiej dysponuje bowiem od stuleci tym, co najcenniejsze na pustyni - źródłami słodkiej wody i gajami palm daktylowych. Korzystne warunki geograficzne przyciągały przybyszów z Persji i Arabii oraz kolonizatorów portugalskich i angielskich. Jednak dopiero lata trzydzieste i odkrycie tutaj pierwszego źródła ropy w Zatoce Perskiej sprawiły, ze Bahrajn stał się mieszaniną wielu narodowości, z których większość stanowią Arabowie i Persowie, a także Hindusi, Pakistańczycy i inni Azjaci. Są tu także przedstawiciele prawie każdej narodowości Europy oraz Amerykanie, Kanadyjczycy, Australijczycy... W skrócie - prawdziwy kosmopolityzm.

Obecność etnicznych Persów, których kultura jest bardzo odmienna od arabskiej, wyróżnia Bahrajn wśród innych krajów tego regionu. Niestety jest to także przyczyną konfliktów pomiędzy dwoma odłamami Islamu - rzadzącymi sunnitami i mniej zamożnymi, ale stanowiącymi większość, szyitami. Głową państwa jest Emir, a ważniejsze urzędy sprawują krewni monarchy oraz członkowie kilku wpływowych rodzin, które, nawiasem mówiąc, są bardzo liczne. Zwyczajowo, mąż i żona to kuzyni, zwykle o dużym stopniu pokrewieństwa, co nie tylko służy zatrzymywaniu pieniedzy i wpływów wśród swoich, ale jest także świadectwem tego, jak ważna jest tu rodzina (jako podstawowa komórka społeczna itd.). Tutejsi mieszkańcy są z reguły przyjaźni i gościnni, szczególnie (mam nadzieję, że to nikogo nie urazi) jeśli nie jest się z Anglii lub z Ameryki. Wiele osób słyszało o Polsce, a słowo "Lechistan" potrafi wywołać pozytywne skojarzenia. Być może to dlatego, że parę wieków temu tak ostro tłukliśmy Turków, więc teraz czują dla nas respekt... Denerwujący natomiast jest zupełny brak pośpiechu we wszystkim co robią. Używane we wszystkich sytuacjach słowo "inszallach", czyli "jeśli Allach zechce", doprowadza czasem do szału, szczególnie jeśli oznacza akurat "nigdy".

Mimo małych rozmiarów kraju, większość jego powierzchni i tak stanowi pustynia poprzecinana jak okiem sięgnąć rurociągami. Ropy wprawdzie jest już niewiele, a większość produkcji rafinerii oparta jest na ciągłej dostawie z Arabii Saudyjskiej, jednak złoża ciągle są eksploatowane. Muzeum Naftowe, które mieści się obok pierwszego, historycznego odwiertu, jest świadectwem zmian, jakie zaszły w tej dziedzinie w ciągu ostatnich 60-ciu lat. Na pustyni spotkać można oczywiście wielbłądy, które stanowią własność emira. Jest też rezerwat przyrody, gdzie żyja m.in. chronione gazele i flamingi. Aż trudno sobie wyobrazić, że w państwie o powierzchni dwa razy takiej jak Szczecin mieści się nie tylko pustynia, ale także miasto i przedmieścia, w których żyje ponad pół miliona ludzi. A przecież jest jeszcze lotnisko, port, plantacje daktylowe, tereny wojskowe, rekreacyjne... Nic dziwnego, że mimo dość niskiej zabudowy, jest to jedno z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie.

Typowym elementem arabskiego miasta jest oczywiście suk, czyli bazar, na którym kupić można wszystko - od antyków "robionych wczoraj" (chociaż każdy sprzedawca zapewni, że są autentyczne...) do najnowocześniejszej elektroniki. Zamiast chodzić po obrzeżach, warto jednak zagłębić się nieco dalej w wąskie uliczki, gdzie atrakcyjniejsze są nie tylko ceny, ale i atmosfera. Tam właśnie znajdują się sklepiki z wzorzystymi materiałami, typowymi dla Arabek i Hindusek. Większość jest raczej zbyt jaskrawa na nasz gust, ale każda kobieta potrafi tam znaleźć coś dla siebie. Niestety, nie raz miałem okazję być tego świadkiem... Niedaleko znajduje się "złoty suk" gdzie, jak sama nazwa wskazuje, można zaopatrzyć się w biżuterię, której waga czasem idzie w setki gramów. Od ciężkich bransolet, naszyjników, diademów itp. aż kręci się w głowie, ale nietrudno jest znaleźć także delikatne (i bez porównania lżejsze) wyroby, od których naprawdę trudno oderwać oczy. Złoto to dla arabskich kobiet, które z reguły ubrane są w "czarną szmatę" (to polski slang), jeden z niewielu sposobów na zademonstrowanie swego bogactwa. Bahrajn jest jednak na tyle "liberalnym" krajem (jeśli można tak określić państwo, w którym dominuje prawo koraniczne...), że kobiety nie muszą zakrywać włosów ani twarzy, co np. obowiązkowe jest nawet dla cudzoziemek w Arabii Saudyjskiej czy w Iranie. Z reguły w rodzinach muzułmańskich zależy to po prostu od woli męża. Cóż... dla nas, facetów, jest to dosyć interesujący układ...

Jak nietrudno się domyśleć, religia jest istotnym aspektem życia. Zarówno w mieście jak i w okolicznych wioskach roi się od meczetów, z których muezzini pięć razy dziennie wołają przez megafony na modlitwę. Mimo, że nie wszyscy modlą się aż tak często, Koran w niektórych przypadkach stanowi prawo, a swięta religijne czyli Eidy obchodzone są hucznie. Najbardziej przejmująca jest Aszura, czyli dzień żałoby po wnuku Mahometa, kiedy niektórzy szyici biczują się w religijnych procesjach. Reportaże pokazywane w telewizji irańskiej są dla Europejczyków wstrząsające, jednak w Bahrajnie umiarkowany fanatyzm nie wychodzi nigdy poza obręby wiosek i na szczęście nie stanowi zagrożenia. Inne swięta są bardziej przyjemne. Najbardziej radosne jest zakończenie Ramadanu czyli księżycowego miesiąca postu, w którym Muzułmanie, aby oczyścić ciało i duszę, nie jedzą i nie piją od wschodu do zachodu słońca. Jest to okazja do rytualnego zabicia barana i do obdarowania bliskich prezentami. Najlepiej, jak zresztą przy okazji każdego swięta, mają dzieci.

Bahrajn nie jest jednym z najbogatszych państw Zatoki, ale dzięki temu, że nie jest nowoczesny do przesady, bardziej niż gdzie indziej widoczne są tu arabsko-perskie tradycje i obyczaje. Nie jest to raczej miejsce dla tych, którzy chcą spędzić wakacje pod palmą, plaż jest tu bowiem niewiele. Do takich zapędów lepiej nadają się pobliskie Emiraty lub Oman, gdzie oprócz tego są także wspaniałe górskie krajobrazy. Dla turysty-awanturnika ciekawy byłby Iran - kraj, który nie cierpi na brak atrakcji. Jednak Bahrajn jest jednym z miejsc, gdzie najłatwiej jest zaobserwować tak odmienny od naszego folklor i gdzie klimatyzowany Hilton i wioska, w której czas zatrzymał się wiele lat temu, dzieli od siebie zaledwie kilka kilometrów.
4-04-1997

Pawel Adrjan