Niedawno, na wakacje. Rozbiliśmy w lesie biwak, a dokładniej na przepięknej polanie. Pełnej kwiatów, które pachniały przepięknie. Prawie przez cały czas biegałam po niej (polanie) i bawiłam się z tatą, a mama robiła paróweczki. Pod wieczór zjedlimy je (paróweczki). Ale po tych paróweczkach nie czuliśmy się dobrze, więc poszliśmy spać. I spaliśmy, i spaliśmy. A o dwunastej coś mnie obudziło. Wyszłam przed mój namiot, i ujrzałam jak z latającego talerza właśnie wychodzi kosmoludek, przy tym musiałam przymrużyć oczy, bo bardzo świeciło. A kosmoludek szedł w moją stronę, tak jakby chciał żebym go przygarnęła. Na początku myślałam, że to by sen, ale nie to nie był sen. Więc go wzięliśmy. I do dziś z nami mieszka. Nauczył się kilku słów np."mam 4 lata, przepraszam, proszę, dziękuję, i... Marysia". Na każdym kroku, jak ktoś się jego o coś spyta on zawsze odpowiada tak samo:
"mam 4 lata, przepraszam, proszę, dziękuję, i Marysia". Taki jest śmieszny. Nazwałam go "Alfred". Tak dziś wygląda Alfred:
Marysia Potoroczyn, (9 lat)
04-349 Warszawa, ul. Szaserow 116 m 18
Spoleczna Szkola Podstawowa nr.47 Fundacji Primus w Warszawie
Proszę wysłać swoje uwagi, nie zapominając o wpisaniu w polu Subject: C-I-S